Tym razem nowy wpis został spowodowany ciekawą informacją o chińskich zwyczajach na blogu Ev. Już dawno nie jest dla mnie tajemnicą ten fakt, że mamy dużo wspólnego z Chińczykami. Kiedy uczyłam się niemieckiego w Monachium, każdy w grupie musiał przygotować referat na dowolny temat i chłopak z Chin wybrał sobie jako temat "różnice pomiędzy kulturą chińską a europejską". Słuchałam co mówił i ze zdziwieniem dowiedziałam się, że jednak mam o wiele więcej wspólnego z Chinami niż z Niemcami. Chłopak opowiadał o tym, z czym ma problemy w Niemczech, czego mu brakuje, co się bardzo różni w zachowaniu ludzi. Dotyczyło to rodziny (np tego, że w Chinach cała rodzina kręci się wokół dziecka), roli babci i dziadków, jedzenia, stosunków przyjacielskich, które w Chinach są o wiele więcej rozbudowane niż w Niemczech itd. Nie pamiętam wszystkiego, ale pamiętam, jak byłam zaskoczona tym, że tak dobrze go rozumiem. Miał w dodatku do referatu fajne rysunki. Np o jedzeniu miał taki:
Co znaczy, że w Chinach ciepłe potrawy trzy razy dziennie są bardzo ważne, natomiast w Niemczech tylko jeden raz. Wtedy pomyślałam: szkoda, że o tym nic nie wiedziałam wcześniej, bo akurat kilka dni przed tym referatem miałam duży problem, związany z jedzeniem.
Ponieważ wszystko poznaje się w porównaniu, więc dopiero w Niemczech dowiedziałam się, jak lubię jeść i jaką ważną rolę odgrywa jedzenie w mojej kulturze, bo żadne obcowanie z ludźmi nie odbywa się w Rosji bez dobrego, smacznego, obfitego jedzenia. Dlatego formuła "Lubię Cię, więc daję Ci dobre jedzenie" była dla mnie czymś, co się rozumie samo przez się. A gdy dla każdego z uczestników komunikacji coś innego się rozumie samo przez się, na pewno rodzą się nieporozumienia.
Instytut Goethego organizuje dla swoich studentów weekendy w tak zwanej Gastfamilie, to znaczy, że student spędza weekend w niemieckiej rodzinie. Powiedzieli nam, że to są ludzie, którzy bardzo lubią przyjmować gości z różnych krajów, żeby pokazać im swój własny i żeby umożliwić samotnym studentom z akademika prawdziwy rodzinny weekend. Ponieważ rodziny mi bardzo brakowało, więc zdecydowałam się na tę wycieczkę.
Kiedy jechałam, oczywiście nie myślałam bezpośrednio o jedzeniu, myślałam o tym, że czeka na mnie przyjemny wieczór, zapoznanie się z nowymi ludźmi, ciekawe rozmowy. Ale gdyby mnie wtedy poproszono, żebym opisała, czego dokładnie się spodziewam, to bym powiedziała, że spodziewam się wielkiej uczty, no jak to bywa: sałatki, sałatki, sałatki, rozmaite zakąski, pośrodku stołu wielka dymiąca misa z kurczakiem albo z czymś mięsnym, ziemniaki, wino, no i oczywiście herbata z tortem, konfiturami i słodyczami. A potem, nawet gdy się wydaje, że nic więcej już nie można w sobie zmieścić, jednak zawsze uda się zjeść kilka winogron czy banan, czy jabłko. Słowem je się długo i z namiętnością.
Zaczęło się wszystko dobrze. "Ojciec gościnny" odebrał mnie na dworcu, w 5 minut byliśmy w domu. Tu pani domu mnie zapytała, czy będę jadła. Dziwne pytanie, bo odpowiedzieć "tak" jest niegrzecznie, ale odpowiedzieć "nie" byłoby w takiej sytuacji według mnie jakoś głupio. Więc powiedziałam, że tak.
Posadzono mnie przy stole i postawiono pusty talerzyk. Na stole były pokrojone kiełbasa i ser. Pani przyniosła chleb, wziąłam go i położyłam kromkę z lewa obok talerza, czekając na kolację. Ale pani usiadła i ponieważ nic się nie stałało, po chwili mnie olśniło, że oto właśnie jest kolacja! i że właśnie ten chleb z kiełbasą jest przeznaczony do talerzyka! Brakuje mi słów, by opisać, czym to dla mnie było. Całkowicie nie byłam przygotowana na takie wydarzenie. To, że byłam głodna jak wilk (po 4 godzinach jazdy pociągiem), że marzłam bez ciepłej potrawy, to wszystko nie było aż tak okropne, przecież można wytrzymać jakiś czas w trudnych warunkach, ale najbardziej mnie dotknęło to, że oni tak źle mnie traktują, bo właśnie tak to dla mnie wyglądało. Nawet teraz po latach trudno mi się z tym pogodzić. Dokładnie wiem, że pani nic złego nie miała na myśli, ale sercem w to uwierzyć nie mogę.
Oczywiście, że mówiłam na wszystko "danke" i usiłowałam wyglądać na szczęśliwą. Odważyłam się poprosić o herbatę (nikt jej nie pił). Do herbaty przywiozłam ze sobą sguszczonkę (takie gęste słodkie mleko), ale pani ją gdzieś schowała. Przed zaśnięciem popłakałam z głodu, chłodu i rozczarowania. Na śniadanie był, jak to w Niemczech, chleb z serem i kiełbasą. Nie miałam pojęcia, że to norma. Wszystko wskazywało na to, że mnie nienawidzą, czułam się obrażona i przez cały czas zastanawiałam się boleśnie - po co mnie tu zaprosili, skoro mnie nienawidzą? Żeby w taki oto brutalny sposób znęcać się nade mną tymi kanapkami?
Jeszcze wieczorem herbata wydała mi się bardzo mocna, ale rano była po prostu zadziwiająco czarna i gorzka. Dopiero po wypiciu spostrzegłam, że pani wsypała liści do elektrycznego czajniku i tam je gotuje, w dodatku wczorajsze. Przecież to czyfir, narkotyczny napój, ktorego się pije w więzieniu zamiast alkoholu. U nowicjuszy może spowodować mdłości, co właśnie się ze mną stało, bo nigdy przed tym nie piłam czyfiru w dodatku na pusty żołądek. Na szczęście moja weekendowa rodzina też zauważyła, że źle wyglądam, że mam całkiem sinią twarz, że jakoś tragicznie posmutniałam i że muszę iść do lekarza. Uchwyciłam się tej propozycji (bo przecież żadną miarą sama nie przyznałabym się otwarcie, że chcę do domu) i po 20 minutach już siedziałam w pociągu pędzącym w stronę Monachium, gdzie mogłam nareszcie się karmić ile dusza potrzebuje, ogrzewać się i odpoczywać moralnie. Wiem, już wtedy wiedziałam, że byłam dla tej rodziny, a szczególnie dla pani, wielkim rozczarowaniem, ona nawet nie wyszła się ze mną pożegnać, ona chyba naprawdę lubi gości i naprawdę cieszyła się z mojego przyjazdu, ale w tym momencie ja wcale nie mogłam zrozumieć, co się dzieje, czemu to tak źle się dzieje.
Do dziś nie mogę się pozbyć poczucia winy, że nie potrafiłam się z ludźmi porozumieć, a jednocześnie, jakby śmiesznie to nie brzmiało, poczucia, że napluli mi w duszę tym przyjęciem.
вторник, 24 мая 2011 г.
вторник, 17 мая 2011 г.
Akcent
Do stworzenia tego wpisu zainspirowała mnie dyskusja na blogu Karola, dotycząca akcentu.
Pozbyć się obcego akcentu dla większości ludzi jest po prostu niemożliwe i nie widzę w tym szczególnego problemu. Trzeba tylko odróżniać akcent od niepoprawnej wymowy. Gdy np wymawia się jakieś dźwięki, których wcale nie ma być, to już nie akcent, to błąd. Np wyraźny r w niemieckich słowach typu "vereinigen" albo, co mnie zawsze przeraża, r na końcu w "der", "mir" itp. To już nie akcent, lecz gruby błąd. Każdy może się nauczyć mówić poprawnie.
Ale żeby bez akcentu mówić - to rzadkość. Nigdy nie miałam problemów z rozumieniem ludzi, mówiących z silnym akcentem, a słyszałam najrozmaitsze, bo uczyłam się niemieckiego w Goethe razem z ludźmi z całego świata. Najtrudna ta niemiecka wymowa była moim doświadczeniem dla Japończyków, ale przecież zawsze zrozumieć można.
Spotkałam kiedyś dziewczynę z Francji, która tak doskonale mówi po rosyjsku, z takim wyraźnym moskiewskim akcentem, że gdyby powiedziano mi, że jest z Moskwy, uwierzyłabym w to bez wątpienia. To było po prostu genialne! Dziewczyna skromnie odpowiedziała, że ucząc się przez 10 lat wstyd było by się nie nauczyć, że mieszkała tu przez cały rok i że w ogóle... Genialna skromna dziewczyna. Mogłaby się zatrudnić jako szpieg. Wywarła na mnie wielkie wrażenie.
Polski akcent, gdy się mówi po rosyjsku, jest bardzo dziwny, bo nie jasno na czym właśnie polega. Rozmawiałam już z kilkoma bardzo dobrze mówiącymi ludźmi i wszyscy mieli to samo: niby wszystkie dźwięki są poprawne, ale cała mowa jest jakaś płynąca, nie dość wyraźna, jak gdyby pod wpływem anestezii mówiono. Właśnie od dentysty :) Jestem ciekawa, jak to brzmi, gdy mówię po polsku, bo wszyscy grzecznie odpowiadają, że dobrze, ale chyba też jakoś śmiesznie.
Pozbyć się niedoskonałości mowy typu "coś tu nie pasuje", "od razu słychać, że to obcokrajowiec" jest również trudno z punktu widzenia stylistyki i poprawnego połączenia słów. Czytałam teksty, napisane po rosyjsku przez obcokrajowców i zauważyłam, że nawet jeśli nie ma błędów ani gramatycznych, ani też żadnych grubych stylistycznych, to jednak cały tekst brzmi dziwnie, bo Rosjanin nigdy tak nie powie, sformułowania wyglądają nienaturalnie, taki "akcent leksyczny". Domyślam się, że mam to samo i właśnie tego akcentu się pozbyć wydaje mi się rzeczą ważniejszej. Niestety nie mam żadnej strategii oprócz "więcej czytać i pisać". Obawiam się, że osiągnięcie upragnionego poziomu może zająć jeszcze kilka lat.
Pozbyć się obcego akcentu dla większości ludzi jest po prostu niemożliwe i nie widzę w tym szczególnego problemu. Trzeba tylko odróżniać akcent od niepoprawnej wymowy. Gdy np wymawia się jakieś dźwięki, których wcale nie ma być, to już nie akcent, to błąd. Np wyraźny r w niemieckich słowach typu "vereinigen" albo, co mnie zawsze przeraża, r na końcu w "der", "mir" itp. To już nie akcent, lecz gruby błąd. Każdy może się nauczyć mówić poprawnie.
Ale żeby bez akcentu mówić - to rzadkość. Nigdy nie miałam problemów z rozumieniem ludzi, mówiących z silnym akcentem, a słyszałam najrozmaitsze, bo uczyłam się niemieckiego w Goethe razem z ludźmi z całego świata. Najtrudna ta niemiecka wymowa była moim doświadczeniem dla Japończyków, ale przecież zawsze zrozumieć można.
Spotkałam kiedyś dziewczynę z Francji, która tak doskonale mówi po rosyjsku, z takim wyraźnym moskiewskim akcentem, że gdyby powiedziano mi, że jest z Moskwy, uwierzyłabym w to bez wątpienia. To było po prostu genialne! Dziewczyna skromnie odpowiedziała, że ucząc się przez 10 lat wstyd było by się nie nauczyć, że mieszkała tu przez cały rok i że w ogóle... Genialna skromna dziewczyna. Mogłaby się zatrudnić jako szpieg. Wywarła na mnie wielkie wrażenie.
Polski akcent, gdy się mówi po rosyjsku, jest bardzo dziwny, bo nie jasno na czym właśnie polega. Rozmawiałam już z kilkoma bardzo dobrze mówiącymi ludźmi i wszyscy mieli to samo: niby wszystkie dźwięki są poprawne, ale cała mowa jest jakaś płynąca, nie dość wyraźna, jak gdyby pod wpływem anestezii mówiono. Właśnie od dentysty :) Jestem ciekawa, jak to brzmi, gdy mówię po polsku, bo wszyscy grzecznie odpowiadają, że dobrze, ale chyba też jakoś śmiesznie.
Pozbyć się niedoskonałości mowy typu "coś tu nie pasuje", "od razu słychać, że to obcokrajowiec" jest również trudno z punktu widzenia stylistyki i poprawnego połączenia słów. Czytałam teksty, napisane po rosyjsku przez obcokrajowców i zauważyłam, że nawet jeśli nie ma błędów ani gramatycznych, ani też żadnych grubych stylistycznych, to jednak cały tekst brzmi dziwnie, bo Rosjanin nigdy tak nie powie, sformułowania wyglądają nienaturalnie, taki "akcent leksyczny". Domyślam się, że mam to samo i właśnie tego akcentu się pozbyć wydaje mi się rzeczą ważniejszej. Niestety nie mam żadnej strategii oprócz "więcej czytać i pisać". Obawiam się, że osiągnięcie upragnionego poziomu może zająć jeszcze kilka lat.
пятница, 29 апреля 2011 г.
воскресенье, 24 апреля 2011 г.
Nowy plan
Prowadzić bloga regularnie, jak zamierzałam, nie mogę. Zbyt skromny mam zapas stałości. Mogę napisać coś spontanicznie, ale zaplanować, obmyślić i wtedy napisać - to raczej nie. Tymczasem mnóstwo rzeczy się zmieniło. Straciłam pracę. Zawsze wiedziałam, że kiedyś to się stanie, ale mimo to nie byłam na to przygotowana.
Fajnie, że udało mi się szybko znaleźć ucznia, więc na razie daję korepetycję z niemieckiego. Ale nauczanie chyba nie jest moim powołaniem, bo uczniowie wymagają dużo cierpliwości ze strony nauczyciela, a ja zbyt cierpliwa nie jestem. Więc szukam czegoś innego, problem polega na tym, że nie wiem, czego szukam. Boże, pomóż mi to znaleźć.
Dzisiaj zrobiłam tłumaczenie z polskiego. Mimo to, że tekst był dość trudny (bo temat - fizyka, matematyka i samochody: oś rzędnych, oś odciętych, rozmaite części samochodowe itp), poradziłam sobie. Klient zadowolony, ja też. Pierwsze pieniądze, jakie zarobiłam "z języków".
Postanowiłam wykorzystać wolny czas i zostać naprawdę dobrym specjalistą, czyli nauczyć się języka/ów doskonale, na poziomie native speakera. Więc póki co zostawiłam inne języki, aby móc się skupić na polskim. Na razie zamierzam przeczytać wszystko, co się czyta w szkole. Przeczytałam "Lalkę", "Ludzi bezdomnych" i "Sklepy cynamonowe", no i w ogóle czytam wszystko, co mi wpada w ręce. Właśnie są to opowiadania Mrożka. Im dalej, tym bardziej podoba mi się język. Mam nadzieję, że coś dobrego z tego będzie. Na razie wygląda na to, że mam wspaniały pretekst, żeby kilka miesięcy nic nie robić i tylko czytać sobie ciekawe książki ))
Fajnie, że udało mi się szybko znaleźć ucznia, więc na razie daję korepetycję z niemieckiego. Ale nauczanie chyba nie jest moim powołaniem, bo uczniowie wymagają dużo cierpliwości ze strony nauczyciela, a ja zbyt cierpliwa nie jestem. Więc szukam czegoś innego, problem polega na tym, że nie wiem, czego szukam. Boże, pomóż mi to znaleźć.
Dzisiaj zrobiłam tłumaczenie z polskiego. Mimo to, że tekst był dość trudny (bo temat - fizyka, matematyka i samochody: oś rzędnych, oś odciętych, rozmaite części samochodowe itp), poradziłam sobie. Klient zadowolony, ja też. Pierwsze pieniądze, jakie zarobiłam "z języków".
Postanowiłam wykorzystać wolny czas i zostać naprawdę dobrym specjalistą, czyli nauczyć się języka/ów doskonale, na poziomie native speakera. Więc póki co zostawiłam inne języki, aby móc się skupić na polskim. Na razie zamierzam przeczytać wszystko, co się czyta w szkole. Przeczytałam "Lalkę", "Ludzi bezdomnych" i "Sklepy cynamonowe", no i w ogóle czytam wszystko, co mi wpada w ręce. Właśnie są to opowiadania Mrożka. Im dalej, tym bardziej podoba mi się język. Mam nadzieję, że coś dobrego z tego będzie. Na razie wygląda na to, że mam wspaniały pretekst, żeby kilka miesięcy nic nie robić i tylko czytać sobie ciekawe książki ))
суббота, 29 января 2011 г.
Mi primera entrada en espanol.
Empece a aprender espanol. He leido el libro "Grundwortschatz Spanisch". Es un diccionario tematico bilingue. El diccionario contiene 9000 palabras con ejemplos de uso.
Pongo un ejemplo:
el universo
Crees que algun dia conoceremos todo el universo?
y la traduccion:
das Universum
Glaubst du, dass wir eines Tages das ganze Universum kennen werden?
Con ayuda de este libro se puede aprender vocabulario y acostumbrarse a las estructuras gramaticales. El libro me parece super!! Despues de haber leido este libro soy capaz de entender articulos en la red. Hay infinidad de articulos sobre aprendizaje de idiomas. Estos articulos son muy facil de leer. El espanol es tan parecido al ingles que mis conocimientos me ya permiten leer. Creo que todavia no podria leer novelas. Pero hay un monton de textos interesantes en internet.
En resumen:
Estoy feliz!!!!!
пятница, 21 января 2011 г.
Endlich mal wieder Freiheit
Endlich habe ich alle Prüfungen des Wintersemesters abgelegt. Auch die, die ich für unschaffbar gehalten habe. Teoretische Phonetik zB - bin sicher, ich könnte so was nie gebrauchen. Ist aber ein obligatorisches Fach. Jetzt aber darf ich sowohl eindimensionale, als auch mehrdimensionale Oppositionen glücklich vergessen und das Leben so richtig genießen. Es war wohl eine verrückte Idee, sich an einer Uni einzuschreiben, um die Sprache besser lernen zu können, denn man lernt alles Mögliche rund um die Sprache, nur nicht das Sprechen selbst. Bin von meiner Uni sowas von enttäuscht. Es gibt nur wenige nützliche und interessante Aufgaben, die wirklich beim Sprechen helfen, und eine Menge rein theoretischer Disziplinen. Das ist natürlich nur meine Meinung, vielleicht sind diese Fächer auch ganz interessant, aber Theorien, Tabellen und Klassifikationen sind bestimmt nicht mein Ding.
воскресенье, 16 января 2011 г.
Moja metoda
Długo nic nie pisałam, bo na początku czekałam na wakacje, potem miałam wakacje, no i dopiero teraz jestem w stanie powiedzieć, że jakoś przeżyłam te wakacje. Bo od kilku lat cały kraj ma na Nowy Rok dziesięciodniowe wakacje i to coś znaczy. Bo przed wakacjami robię wielkie plany, potem cieszę się lenistwem, a potem próbuję sobie darować, że aż taka leniwa jestem. Miałam szykować się do egzaminu na uniwersytecie, myślałam, że policzę, ile mam pytań egzaminacyjnych, podzielę to na 10 i będę co dzień kilka czytać. Ale nawet nie policzyłam pytań. Dopiero gdy skończyły się wakacje i zostało dwa dni do egzaminu, zaczął mnie ogarniać paniczny strach i wtedy zaczęłam szykować się, płacząc i wyrywając sobie włosy z głowy. Chwała Bogu, już po egzaminu, ale ile mnie to nerwów kosztowało. Zawsze to same: obiecuję sobie, że tym razem będę dobrą dziewczyną, ale nic nie pomaga. Bo ani kawałeczku nie mam silnej woli. Znajomi, którzy wiedzą, że potrafiłam nauczyć się języków, często mi mówią "No ależ masz wolę!". W rzeczywistości nie mam w ogóle, bo jestem niezorganizowana, leniwa i potrafię robić wyłącznie to, co mi sprawia przyjemność. Oto właśnie dla takich ludzi jest moja metoda.
1. Nie używam albo prawie nie używam podręczników. Gdy używam, to tylko jako żródło informacyjne, to znaczy nie robię ćwiczeń, lecz tylko szukam odpowiedzi, gdy mam już jakieś sformułowane pytania.
2. Nie uczę się specjalnie gramatyki. Nawet dzieci nie uczą się gramatyki, ale potrafią mówić. Dorosły człowiek ma to o wiele łatwiej, bo już ma doświadczenie w językach i potrafi świadomie porównywać, wywnioskować, domyślać się. Oczywiście, że podczas czytania zwracam uwagę na gramatykę. Gramatyka to przecież żadna tajemnica, widzę ją w tekstach i mogę wywnioskować reguły. W taki oto sposób oszczędzam czas i unikam znudzenia, bo nie marnuję go na gołą gramatykę.
3. Czytam na początku łatwiejsze teksty (np adaptowane albo jakiś tematyczny słownik z przykładami), potem zwykłe książki.
4. Słucham piosenki i próbuję z kimś porozmawiać w necie, nawet gdy robię mnóstwo błędów.
5. Nigdy nie zmuszam siebie do nauki. Czytam tylko, gdy mam na to ochotę. Jeśli przez dwa miesiące nie chce mi się, to nie czytam i nie wyrzucam sobie to.
6. Nie nazywam to "nauką", "pracą", lecz tylko "coś poczytać". Dla mnie to jest bardzo ważne, bo gdy się coś nazywa "pracą", nie potrafię się tym zajmować.
7. Nie uczę się słów albo reguł na pamięć.
Podczas nauki przechodzi się przez różne etapy:
1. Rozumiem słowa. Zaczynam domyślać się, jakie są reguły gramatyczne. Prawie nic nie mogę powiedzieć. (1-2 książki)
2. Bardzo dużo rozumiem. Mogę coś powiedzieć, robię mnóstwo błędów. (2-3 książki)
3. Wszystko rozumiem. Mogę dużo powiedzieć, ilość błędów niekrytyczna. (3-4 książki)
No i dalej przez całe życie można to polepszać.
Warunki sukcesu:
1. Miłość do czytania
2. Dobra pamięć
3. Trzeba mieć odwagę popełniać błędy i mówić głupstwa, bo czasami mylą mi się np amarillo, abrigo i armario.
1. Nie używam albo prawie nie używam podręczników. Gdy używam, to tylko jako żródło informacyjne, to znaczy nie robię ćwiczeń, lecz tylko szukam odpowiedzi, gdy mam już jakieś sformułowane pytania.
2. Nie uczę się specjalnie gramatyki. Nawet dzieci nie uczą się gramatyki, ale potrafią mówić. Dorosły człowiek ma to o wiele łatwiej, bo już ma doświadczenie w językach i potrafi świadomie porównywać, wywnioskować, domyślać się. Oczywiście, że podczas czytania zwracam uwagę na gramatykę. Gramatyka to przecież żadna tajemnica, widzę ją w tekstach i mogę wywnioskować reguły. W taki oto sposób oszczędzam czas i unikam znudzenia, bo nie marnuję go na gołą gramatykę.
3. Czytam na początku łatwiejsze teksty (np adaptowane albo jakiś tematyczny słownik z przykładami), potem zwykłe książki.
4. Słucham piosenki i próbuję z kimś porozmawiać w necie, nawet gdy robię mnóstwo błędów.
5. Nigdy nie zmuszam siebie do nauki. Czytam tylko, gdy mam na to ochotę. Jeśli przez dwa miesiące nie chce mi się, to nie czytam i nie wyrzucam sobie to.
6. Nie nazywam to "nauką", "pracą", lecz tylko "coś poczytać". Dla mnie to jest bardzo ważne, bo gdy się coś nazywa "pracą", nie potrafię się tym zajmować.
7. Nie uczę się słów albo reguł na pamięć.
Podczas nauki przechodzi się przez różne etapy:
1. Rozumiem słowa. Zaczynam domyślać się, jakie są reguły gramatyczne. Prawie nic nie mogę powiedzieć. (1-2 książki)
2. Bardzo dużo rozumiem. Mogę coś powiedzieć, robię mnóstwo błędów. (2-3 książki)
3. Wszystko rozumiem. Mogę dużo powiedzieć, ilość błędów niekrytyczna. (3-4 książki)
No i dalej przez całe życie można to polepszać.
Warunki sukcesu:
1. Miłość do czytania
2. Dobra pamięć
3. Trzeba mieć odwagę popełniać błędy i mówić głupstwa, bo czasami mylą mi się np amarillo, abrigo i armario.
Подписаться на:
Сообщения (Atom)




