понедельник, 26 декабря 2011 г.

Какви български сериали заслужават да се видят?

За два дни изглеждала съм всички епизоди на сериала "Столичани в повече". За съжаление следващия трети сезон още няма. Ще чакам, и много бих искала да гледам още нещо подобно. Всичко разбирам, но не говоря. Надявам се, че ще говоря, ако ще гледам повече. Само не зная, какво.

вторник, 20 декабря 2011 г.

Czeski. Darmowe książki online

Chcę się podzielić informacją. Na stronie Knihy na netu można znaleźć 501 książek w języku czeskim.
Wczoraj przeczytałam dramat Karela Čapka "Matka". Jestem pod wielkim wrażeniem.

Planuję w lutym pojechać do Czech. Mam nadzieję, że się uda. Wtedy kupię sobie jedną z moich najbardziej ulubionych książek, czyli "Nieznośną lekkość bytu". Bardzo się cieszę, że będę mogła przeczytać ją po czesku.

Dziś w Lublinie nareszcie prawdziwy śnieg. Zima przyszła!

воскресенье, 18 декабря 2011 г.

Mój sposób na czeski

Audio kurs Edgard okazał się nudnawy. Na pewno nie jest wart wydanych pieniędzy. Irytuje to, że każde słowo/zdanie zostało nagrane razem z tłumaczeniem, a oprócz tego podręcznik ten wcale nie zawiera tekstów, same zdania. A więc odłożyłam go i czytam czeską wikipedię. Kiedy chcę przetłumaczyć jakieś słowo, tłumaczę go googlem na bułgarski. Wspaniała zabawa!
Dzisiaj czytałam artykuły na tematy historyczne. A jeszcze bardzo lubię czytać o tym samym wydarzeniu w kilku językach po kolei i porównywać(w moim przypadku bułgarski, czeski, niemiecki, polski, rosyjski). Ciekawych rzeczy można się dowiedzieć, a co najważniejsze spojrzeć na wydarzenie z różnych stron. W taki sposób trzeba dzieci uczyć historii - z różnych stron.
W dzieciństwie marzyłam o tym, żeby można było przez jakiś czas pobyć kimś innym, a potem jeszcze kimś innym i jeszcze i tak przez całe życie. Np wysokim Murzynem grającym w koszykówkę. Przecież to całkiem inaczej się czuje, a nie wiadomo jak. Oto pomyślałam właśnie, że nauka języków pozwala poczuć się kimś innym i może dlatego tak mnie pociąga.
Kilka godzin spędziłam dziś przed komputerem. Mózg pęka.
Czeski jest strasznie podobny do polskiego i łatwy do czytania. (Chyba tak, jak ukraiński do rosyjskiego).
Wszystkim życzę przyjemnej nauki.

пятница, 9 декабря 2011 г.

Alfawit uże my znajem

uże piszem i czytajem :)

Koleżanka poznana na dworcu, o której pisałam wcześniej, znalazła mi uczniów. To dzieci jej kolegi z pracy: dziesięcioletnia dziewczynka i ośmioletni chłopiec. Dzisiaj miałam z nimi szóstą lekcję i przyszedł czas na pierwsze podsumowanie:
- alfabet opanowany;
- 50 rzeczowników znają bardzo dobrze i całkiem poprawnie je wymawiają;
- 50 rzeczowników znają dobrze (potrzebują trochę czasu, żeby przypomnieć, wymowa nie zawsze jest doskonała);
- znają nazwy kolorów i potrafią je użyć w poprawnej formie w zależności od rodzaju rzeczownika;
- piszą słowa pod dyktando;
- potrafią powiedzieć "nazywam się", "mam ... lat", "mieszkam w", "mam/nie mam ...";
- mogą policzyć do 20 i z powrotem.

Słowa, które wybrałam do lekcji, są albo identyczne z polskimi odpowiednikami (дом, кот, мост, небо), albo bardzo podobne (заяц, волк, медведь, солнце, дождь), albo niezbędne (велосипед, ребенок, собака).

Dzisiaj miałyśmy ostatnie litery alfabetu i czytałyśmy pierwsze teksty. Teksty napisałam w taki sposób, żeby można było łatwo się domyśleć o co chodzi.

Coś w rodzaju testu:

Меня зовут ______________.
Мне __________________лет.
Я хожу в школу. Я живу в Польше.
У меня есть брат. Его ________________ Войтек.
Ему восемь ______________.
Он тоже живёт в _______________ и ходит в __________________.
Ещё у меня есть собака. Её зовут _______________________.
Я учу русский язык и уже знаю все буквы. Мой брат тоже учит русский язык и знает алфавит.

I tekścik o psie:

Моя собака
У меня есть собака. Её зовут Лимонка. Она белая с чёрными пятнами. У нее четыре лапы и хвост. Она любит бегать и играть. Я очень (bardzo) её люблю и часто с ней играю.

Okazało się, że dzieci nie znały słowa "piętno", a ja liczyłam na to, że będą z nim kojarzyły пятно, ale i tak przeczytały i zrozumiały (i przetłumaczyły na polski) bez problemów (mimo że czasowników любить, бегать, играть na zajęciach wcześniej nie było. Mają niezłą pamięć. Szybko łapią wymowę. Część słów wymawiają już bez najmniejszego akcentu. Szkoda, że mamy tylko jedno zajęcie w tygodniu. O wiele więcej osiągnęłybyśmy, gdybyśmy spotykały się częściej. Ale i tak jestem zadowolona z rezultatów.
Po Nowym Roku planuję znaleźć dorosłych uczniów, żeby obserwować proces nauki i może w końcu zacząć pisać podręcznik.

воскресенье, 4 декабря 2011 г.

Przerwa w pisaniu

Długo nie pisałam, ponieważ coś mi przeszkadzało (i nadal przeszkadza). I to nie są jakieś czynniki zewnętrzne (bo czasu mam pod dostatkiem), a tylko coś we mnie. Sam fakt, że potrafię napisać mniej więcej poprawny i dość długi tekst w języku obcym, przestał mi sprawiać taką przyjemność jaką kiedyś sprawiał. Nie wiem, mogę tylko się domyślać, co jest tego powodem. Najprawdopodobniej to, że jako odbiorca jestem na coraz wyższym poziomie i odczuwam potrzebę wypowiadania się ładnie, pięknym językiem. To, że w języku obcym muszę każdą swoją myśl upraszczać, bo nie władam nim w wystarczającej mierze, bardzo zniechęca do pisania.
A może tak właśnie wygląda u mnie faza plateau. Codziennie się czegoś dowiaduję, poszerzam słownictwo, w tym nic się nie zmieniło. Ale właśnie to, że nic się nie zmieniło, strasznie wkurza. Rośnie liczba słów i wyrazów, ale to jakaś zmiana ilościowa, wszerz, a nie w głąb, bo jakość nie zmienia się ani na jotę - język nadal jest obcy.

суббота, 22 октября 2011 г.

Podróż nieudana i podróż udana

Wycieczka do Gdańska mnie się nie udała. Wszystko zaplanowałam, nauczyłam się niemal na pamięć rozkładu jazdy pociągów tam i z powrotem, wysiadłam prawidłowo (liczyłam stacje). I oto Dęblin. Dworzec w Dęblinie mnie zaskoczył. Pomimo wczesnego czasu (ok. 20), wszystko pozamykane, ciemno, zimno, pusto i trochę straszno. Pijany koleś zapluł niemal całą podłogę niewielkiego dworca słonecznikiem. I tu miałam spędzić 1,5 godziny, czekając na przesiadkę. Ale trudno, spędziłam. Tu okazuje się, że pociąg ma 125 minut opóźnienia i zapowiada się, że będzie więcej. Czarna rozpacz. Tym czarniejsza, że nie dostałam miejsca w wagonie sypialnym. I co tu począć? W tym momencie zaczęła się podróż udana. Bardzo miła dziewczyna, która miała jechać tym samym pociągiem, szybko zorganizowała sobie powrotną drogę do Lublina samochodem kolegi i (może dlatego że miałam taki przerażony i zagubiony wyraz oczu) zaproponowała mi dołączyć się do niej. Na kolegę czekałyśmy w pobliskim barze "Pod semaforem", który w towarzystwie Ani wydawał się dość przytulny, tak że zrobiło mi się całkiem wesoło. A na moje słowa, że następnym razem chyba spróbuję pojechać gdzieś niedaleko, np do Białegostoku, Ania zaproponowała pojechać tam jutro razem i zanocować u jej siostry. Gdy na drugi dzień mama zadzwoniła, żeby się dowiedzieć, czy dobrze dotarłam do Gdańska, usłyszała: "Nie, mamuś, jestem w Białymstoku". "W Białymstoku? A co to za głosy, tam są małe dzieci?" "Tak, trójka dzieci, bo jestem u siostry dziewczyny poznanej wczoraj na dworcu".
Już nie pierwszy raz spotykam się w Polsce z nadzwyczajną otwartością, która mnie dziwi i która mi się bardzo podoba.
Cóż, pociągi zawodzą, natomiast ludzie są niesamowicie przyjaźni i mili.

суббота, 8 октября 2011 г.

Przeprowadzka

Minął już tydzień odkąd przyjechałam do Lublina. W pierwsze dni miałam straszny zamęt w głowie, ciągle się dziwiłam, że tu jestem, za dużo wrażeń, nowych znajomości. Dzisiaj mam coś w rodzaju apatii. Chce się położyć i spać jak najdłużej. Wczoraj śnił mi się mój kot. We śnie na kocie rosła malina i ja jadłam jagody i kotek też je jadł i dlatego one rosły jeszcze obficiej. Strasznie tęsknię za kotem. Z rodziną przynajmniej mogę rozmawiać przez skype, ale kota trzeba dotykać, całować i ściskać, wąchać jak on słodko pachnie świeżą, umytą sierścią.
Lekcje na uczelni są ciekawe. Wykładowcy mi się podobają. Pokój mam ładny i sąsiadki w mieszkaniu są miłe. Zapisałam się na basen do grupy z trenerem, już miałam pierwsze zajęcie i było super. Kilka ostatnich lat marzyłam nauczyć się pływać pięknie i technicznie, nareszcie mam na to czas. Studenckiej legitymacji jeszcze nie mam, więc zapisałam się do miejskiej biblioteki publicznej, fajnie, że można tak oto po prostu się zapisać i brać książki, w Moskwie na pewno trzeba byłoby mieć obywatelstwo. Chociaż czytam teraz znacznie mniej, bo nie jeżdżę metrem. Czytam w windzie, a to zdecydowanie za mało. Kupiłam w empiku kilka audioksiążek. Codziennie chodzę pieszo przynajmniej godzinę, więc się przydadzą. Dziś znalazłam nareszcie wystarczająco duży supermarket. W pierwsze dni miałam z tym problem, bo można iść z pół godziny w jedną stronę i nie spotkać nic większego niż "twój sklepik". W galerii można wpaść w szał kupowania z powodu niskich cen na ubrania. Z wielkim trudem powstrzymałam się, by nie kupić wszystkich.
Wszystko w porządku, wszystko mi się podoba, ale jakże mi smutno...